Menu

Zdania Złożone... blog Artura Baranowskiego

o książkach, które zostawiają ślad w mojej głowie.

Nie ma M. Szczygła

oxyart

Bywa, że chcemy napisać jeden bardzo osobisty tekst kiedy kogoś tracimy. Wierci nas w duszy tak długo aż go wylejemy na papier. Z całym żalem, jeśli zrobimy to od razu lub z tęsknotą i pogodzeniem, gdy powstanie później. Ale wciąż jest bardzo osobisty i nie nadaje się do publikacji. Potrzeba opisania jest inaczej jest gdy chcemy po raz pierwszy wyznać miłość – chowamy ją pod zwykłym – „spróbujemy?”

Tak samo jest z nową książką Mariusza Szczygła. W tym zbiorze tekstów, które nie są tylko reportażami. Albo inaczej – przede wszystkim nie są reportażami. W tej książce stają się przypowieściami filozoficznymi. I jako takie zmuszają do wielokrotnego czytania. Ja przeczytałem ją dwa razy nie robiąc przerwy. Teksty mają pochowane znaczenia i nie sposób je zauważyć od razu. Szczygieł posiadł sztukę obserwacji świata w sposób wyjątkowy. Tak świat widzą choćby fotografowie, dla których ważny jest każdy fantom światła.

Reporter wie, że wszystko musi być zapisane, więc postanowił opisać stan, w którym „nie ma”. Karkołomne zadanie jak na reportaż, bo zwykle opisuje się to, co jest, nawet z bolesną dokładnością. Najwyraźniej Szczygieł przeszedł swoisty Rubikon, po którym już nic nie będzie takie samo. Zagrał ryzykownie, ale tak mogą pisać tylko ci autorzy, którzy wiedzą, że powrotu na stary brzeg rzeki już nie ma. To droga w jedną stronę.

685437352x500

Teksty w książce "Nie ma" nieraz schodzą do piekła, nieraz szybują po niebie. Niektóre przywracają do życia tych, których pamiętają już tylko karty biblioteczne, a w innych odpowiedzi na najtrudniejsze pytania znajdują się w szklance kompotu. W zasadzie „Nie ma” udowadnia nam, że otaczająca nas rzeczywistość jest oddalona od nas jak gwiazdy. A ich światło, dociera do nas dawno po tym, kiedy już niczego nie ma. Znajdujemy się w nieograniczonej przestrzeni pozorów, a nasz mózg przeżywa tylko wrażenia. A kiedy zamkniemy oczy, i tak nic nas nie ominie, bo wszystko jest przecież i tak przeszłością.

Najważniejszy w książce jest jeden tekst. Najbardziej osobisty i najdelikatniejszy. Jeśli będziecie uważni to go rozpoznacie i zrozumiecie, że nie jest jedynie opowieścią o stracie. Jest bowiem czymś więcej – delikatnym pogładzeniem po policzku. A wszystko ma posmak przełkniętej dawno temu łzy.

© Zdania Złożone... blog Artura Baranowskiego
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci